Działaj na Bemowie – jesteś tu u siebie

Wspólnie, pod szyldem Bemowiacy, działamy już prawie od 3 lat. Indywidualnie działaliśmy oczywiście wcześniej. Napotykaliśmy na różne problemy i niewiadome. Odbijaliśmy się od kolejnych urzędów, nie wiedzieliśmy, gdzie szukać informacji, nie zaczynaliśmy dnia od lektury kolejnych BIP i protokołów z obrad rozmaitych komisji.

Nikt nie rodzi się społecznikiem, wszyscy się nimi staliśmy – mozolnie, krok po kroku. Dziś, kiedy jesteśmy grupą, jest nam trochę łatwiej, ponieważ – tu zdradzamy trochę naszej bemowiackiej kuchni – każdy/a z nas ma swoją specjalizację, a dzięki podziałowi kompetencji i tematów sprawiamy wrażenie, jakbyśmy znali się na wielu zagadnieniach. Teraz, uwaga, zdradzimy wam jeszcze jedną tajemnicę – wcale nie jesteśmy wszechwiedzący ani wszechmocni. Nie mamy wdzianek supermana, nie patrolujemy okolicy nocą i nie jesteśmy w stanie załatwić wszystkiego wszędzie dla wszystkich. Ruchy miejskie tworzą osoby uparte i zaangażowane, ale nawet w takich organizacjach jak Bemowiacy łatwo o przemęczenie, zniechęcenie i poczucie bezradności.

Dlaczego o tym piszemy? Coraz częściej zgłaszacie się do nas i prosicie o pomoc, konsultację, radę. Podrzucacie nam sprawy, które waszym zdaniem wymagają interwencji lub przynajmniej nagłośnienia. Większość z nich naprawdę taka jest. Chcielibyśmy pomóc wszystkim, a jednocześnie boleśnie odczuwamy skutki 24-godzinnej doby – zwłaszcza teraz, w gorącym okresie przedwyborczym. Nie jesteśmy w stanie rzucić wszystkiego i spotkać się z kimś z was w tym samym dniu czy nawet tygodniu. Nie wszystkie sprawy jesteśmy w stanie przewalczyć (np. nie pójdziemy pod Sejm ani nie spalimy opon pod którąś z instytucji centralnych). Jesteśmy zwykłymi mieszkańcami, takimi jak wy. Wprawdzie w ostatnich latach wydeptaliśmy sobie sporo ścieżek – musieliśmy jednak pogodzić się z tym, że nie wszystko możemy, nie wszystko umiemy. Ale… przecież nie mieszkamy na Bemowie sami. Jeśli więc chcesz, aby w twoim otoczeniu dokonała się jakaś mała lub duża zmiana, spróbuj sposobów z poniższej ściągawki. Wszystkie przećwiczyliśmy osobiście.

Jak SZYBKO zgłosić problem?

Najprostszy i bardzo przez nas rekomendowany kanał kontaktu z miastem. Sprawę można zgłosić mailem, przez formularz na stronie www lub aplikację mobilną, możliwą do instalacji na różnych smartfonach, niezależnie od systemu operacyjnego. Wypróbowaliśmy ten sposób wielokrotnie i potwierdzamy – działa, a dowody na jego skuteczność można obejrzeć np. tu lub tu. Wachlarz obsługiwanych spraw jest dość szeroki, trzeba jednak pamiętać, że obejmuje on tylko tereny zarządzane przez m.st. Warszawa. Jeśli widzisz np. dziurę na jezdni na terenie zarządzanym przez spółdzielnię mieszkaniową – najlepiej byłoby zgłosić się bezpośrednio do spółdzielni, choć zaanonsowanie sprawy na 19115 z pewnością nie zostanie zignorowane.

Jak systemowo rozwiązać poważniejszą sprawę?

Narzędzie dalekie od ideału, ale jak się nie ma, co się lubi… Pula BP to od 1 do 2% budżetu dzielnicy do zagospodarowania przez mieszkańców na terenach zarządzanych przez miasto. W teorii: wpadasz na pomysł, zbierasz 30 podpisów popierających go mieszkańców, zgłaszasz projekt (w ściśle określonym czasie) za pomocą specjalnego formularza, po czym wpadasz w całą ścieżkę proceduralną, której zwieńczeniem jest głosowanie. W praktyce: po drodze czyha wiele pułapek, z których jednak da się wyjść obronną ręką. Wystarczy odrobina wiedzy o mieście i świadomość kilku istotnych ograniczeń – projekt do budżetu partycypacyjnego nie może być gigantycznym przedsięwzięciem, ale raczej średnim lub drobnym usprawnieniem, możliwym do realizacji w ciągu jednego roku. Ma też zwykle ograniczenie kwotowe – inne dla każdej dzielnicy. No i last but not least – efekt projektu musi być ogólnodostępny. Jest to bowiem nic innego jak rodzaj „kieszonkowego” dla mieszkańców, nie można więc przy pomocy BP łatać dziur w finansach instytucji publicznych (nie kupi się w ten sposób np. nowego wyposażenia szkolnej pracowni przedmiotowej, ponieważ skorzysta z niej ograniczona liczba osób).

Od 6 lat i 5 edycji budżet zmienia miasto. Bilans wciąż jest dodatni, choć przez wszystkie lata swojego istnienia budżet partycypacyjny ujawnił tyle słabości, że należałoby poświęcić im osobny tekst. Mimo wszystko wciąż zachęcamy – składajcie projekty, głosujcie na te już zgłoszone i kibicujcie osobom, które to zrobiły. Przejście przez weryfikację projektu BP to najlepsza szkoła aktywności miejskiej. To spośród projektodawców rekrutują się społecznicy z powołania, to oni (mamy nadzieję) będą już wkrótce radnymi dzielnicy i miasta.

Mniej znany mechanizm, któremu niedawno poświęciliśmy osobny tekst oparty o własne doświadczenia. Jeśli masz ciekawy pomysł, który może zintegrować lokalną społeczność, utrwalić świadomość ważnego wydarzenia, czegoś nauczyć, zainicjować coś trwalszego (kwietną łąkę na trawniku koło bloku, gazetkę osiedlową), ale niekoniecznie masz ochotę pokrywać koszty z własnej kieszeni, skrzyknij grupę znajomych i zgłoś się do dzielnicowego koordynatora ds. inicjatywy lokalnej. Pomoże on wypełnić specjalny wniosek, a osoby zaangażowane w pomysł w ramach IL opiszą go i zadeklarują rodzaj swojego wkładu (może być nim czas poświęcony na pracę społeczną podczas realizacji projektu). Potem następuje wielki finał – projekt się urzeczywistnia. Uwaga, Inicjatywa Lokalna to nie grant, a urząd nie wypłaci gotówki na opłacenie rachunków – wsparcie będzie raczej rzeczowe lub merytoryczne.

  • Petycja – jest sprawa, są podpisy

Zapewne pamiętacie naszą petycję dotyczącą pływalni dla Chrzanowa? Jest wiele serwisów internetowych umożliwiających stworzenie podobnego przedsięwzięcia. Można też oczywiście przejść się po osiedlu i zebrać podpisy sąsiadów, których wcześniej przekonamy do swojego pomysłu. Taki sposób wpływania na rzeczywistość wielokrotnie udowodnił swoją skuteczność (np. petycje składane w sprawie zmian nazw ulic w Warszawie w wyniku tzw. ustawy dekomunizacyjnej wpłynęły na odrzucenie nowych nazw przez Wojewódzki Sąd Administracyjny). Tutaj znajdziecie broszurę, która krok po kroku poprowadzi was przez proces tworzenia petycji.

Tu z kolei sytuacja odwrotna – to nie mieszkaniec idzie z petycją do urzędu, aby zasugerować działanie/zmianę, ale urząd pyta mieszkańców o jakąś ważną sprawę. Pod powyższym linkiem na bieżąco zamieszczane są informacje o tym, gdzie i w jakiej sprawie trwają obecnie konsultacje. Uparcie uczestniczymy w większości z nich, jeśli dotyczą Bemowa – uważamy, że to ważne, aby zabrać głos. Ze smutkiem jednak zauważamy, że frekwencja na takich spotkaniach jest marna, a ich rezultaty bywają źródłem późniejszych zdziwień 😉 Być może nie wierzycie, że wasz głos coś zmieni. Tak, to prawda, w Warszawie w ostatnich latach mieliśmy do czynienia z konsultacjami, które były niczym innym jak przysłowiowym picem na wodę. Trzymając się jednak wodnych porównań – kropla drąży skałę. Zachęcamy więc do obecności i wyrażenia swojego zdania, nawet jeśli czujecie się laikiem w jakiejś dziedzinie – tym bardziej, że na miejscu będą osoby, które przełożą fachowe dane, mapy czy statystyki na ludzki język.

Gdzie szukać informacji? Jak weryfikować dane?

  • BIP – najważniejsze źródło wiedzy

BIP, czyli Biuletyn Informacji Publicznej, to strona www, realizująca obowiązek nałożony przez ustawę o dostępie do informacji publicznej. Do posiadania i aktualizowania BIP zobligowane są wszystkie podmioty realizujące zadania publiczne czy obracające publicznymi pieniędzmi. W praktyce strony BIP bywają nieprzyjazne i trudne do namierzenia – ale to właśnie tam znajdujemy większość informacji. Waszej uwadze polecamy szczególnie BIP Warszawy oraz oczywiście dzielnicy Bemowo – pomimo początkowych trudności warto się przemóc i czytać, przeglądać, sprawdzać, notować, nawet jeśli niewiele rozumiecie. Niech wejdzie to wam w stały nawyk. Na pocieszenie możemy dodać, że są też aspekty humorystyczne obcowania z BIP – zwłaszcza lektura interpelacji naszych radnych.

Jeśli jakaś sprawa leży wam na sercu szczególnie, a nie znaleźliście jej w BIP-ie – ustawa o dostępie do informacji pozwala samodzielnie wystąpić do instytucji publicznej z wnioskiem o jej udzielenie. Na odpowiedź urzędnicy mają 14 dni.

To tu znajdziecie mapy z numerami działek oraz wyszczególnieniem, w czyim są władaniu. W tym samym miejscu znajdziecie także informacje o tym, który teren jest już objęty planem miejscowym, a który dopiero będzie. Serwisy mapowe to kluczowe źródło wiedzy dla wszystkich osób zainteresowanych infrastrukturą, również niepubliczną. Warto przy okazji przyswoić sobie oznaczenia w klasyfikacji użytków gruntowych.

Szczególnie ciekawy fragment wspomnianego już BIP. To tu znajdziecie informacje, jak wydawane są nasze wspólne pieniądze. Bierzcie i korzystajcie, a potem zadawajcie naszym włodarzom dociekliwe pytania.

Do kogo mam najbliżej? Na jakiej sprawie mi zależy?

Niektóre z wymienionych powyżej narzędzi bywają nieadekwatne do rozmiaru sprawy. Czasami, jak rysunkowy Koziołek Matołek, szukamy po szerokim świecie tego, co jest bardzo blisko. Nie warto więc zaczynać działania od maila do ruchów miejskich czy wizyty w gabinecie burmistrza. Włącz uważność, rozejrzyj się i poszukaj sojuszników tuż obok. Może pomoże ci wspólnota mieszkaniowa lub spółdzielnia, zarządca terenu (np. drogi), najbliższa biblioteka, rada rodziców w placówce edukacyjnej twojego dziecka? Ludzie rzadko bywają intencjonalnie złośliwi i zazwyczaj chcą pomóc, choć nie zawsze wiedzą, jak – warto im podsunąć konkret. Dowiedz się, kto nadzoruje dany obszar/instytucję/dziedzinę i ruszaj śmiało. Może się to okazać znacznie prostsze, niż wydawało się na początku.

Eeeee, ale to ściema, wszystko i tak jest z góry ustalone

Zaufaj ludziom. W mieście, owszem, ściera się wiele grup interesów, ale nie wszystko jest jednym wielkim spiskiem, a presja społeczna ma sens. Uwzględnij jednak opinie innych, a może… kto wie, może pod wpływem rozmowy z „przeciwnikiem” zmienisz zdanie?

Ale to za trudne, nie mam czasu, a w ogóle to płacę podatki i niech ktoś się tym zajmie

Niech ktoś – czemu nie ty? Jako inteligentny, świadomy człowiek dostrzegasz być może szczegóły, które umknęły innym. Poza tym nie ma takiego państwa ani miasta, w którym nie byłoby zupełnie NIC do poprawienia. Jeśli jednak faktycznie z różnych powodów nie możesz się zaangażować, spróbuj zadziałać w skali mikro – udostępnij informację w mediach społecznościowych, porozmawiaj ze znajomymi, zabierz głos w sprawie, która wydaje się przegrana. Odważ się czasem pójść pod prąd i zasil zasoby nieśmiałej większości.

OK, no dobrze, to niech ktoś mi powie, co mam robić

Największym skarbem dla społeczeństwa obywatelskiego są osoby samodzielne i samosterowne, które wiedzą, co umieją i korzystają z tego, a także biorą odpowiedzialność za otoczenie, ponieważ uznają je za swoje. Jeśli jednak samodzielnie zaczniesz COŚ (pisać, negocjować, oprotestowywać) i utkniesz, poszukaj sojuszników najbliżej siebie. Może i chcielibyśmy stworzyć kiedyś szkółkę aktywistyczną, w której chętni otrzymywaliby wsparcie mentorów, ale… patrz początek o zbyt krótkiej dobie. Jeśli moglibyśmy jednak coś doradzić na początek, to z pewnością byłoby to: włącz sceptycyzm i proś o źródła informacji. Ploteczki typu: „Sąsiadka mi powiedziała, że tu zostaną wycięte drzewa, a deweloper zbuduje blok” nie zawsze są wiarygodne. Sprawdzaj! I dopiero potem działaj, aby cała para nie poszła w gwizdek.

Sprawa dla reportera

Jeśli wszystkie powyższe sposoby i podpowiedzi zawiodły albo z jakiegoś powodu nie są odpowiednie, daj nam znać. Może wspólnie uda nam się wykryć Wielki Przekręt? A może wypracować coś trwałego i dobrego? Może dzięki temu ktoś ważny w błyszczącym gabinecie przeczyta, wysłucha, zmieni zdanie? Pamiętaj jednak, że jesteśmy ludźmi takimi jak ty – pracujemy zawodowo, mamy rodziny i swoje własne ważne sprawy. Gdyby społecznicy zajmowali się działalnością pro publico bono przez cały dzień, bardzo szybko umarliby z głodu. A tego nam przecież nie życzysz… prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *