Po co nam to rondo, panie burmistrzu?

W ubiegłym tygodniu media obiegła informacja o nowej nazwie dla ronda przy ul. Księcia Bolesława – odtąd będzie ono zwane rondem Legii Warszawa. Wniosek w tej sprawie został złożony przez zarząd Bemowa, któremu zależało na miłym geście wobec klubu.

Uchwała nr 1060/2016 z 06-12-2016 w sprawie rekomendacji wniosku grupy radnych dotyczącego nadania nazwy „Rondo Legii Warszawa” rondu zlokalizowanemu przy ulicy Księcia Bolesława w Warszawie.

Nie ma co ukrywać – przyjęliśmy tę informację sceptycznie. Zwłaszcza po wybuchu dumy, którą po nadaniu nazwy zaprezentował na Twitterze burmistrz Grzegorz Kuca:

Ta reakcja wydała się nam przesadna, wręcz śmieszna. Wniosek o nową nazwę wpłynął do Rady Warszawy ponoć zaledwie 10 dni przed obradami i został rozpatrzony w błyskawicznym tempie. To już naprawdę nie ma ważniejszych spraw, o które trzeba zabiegać w Radzie w trybie pilnym? Nawiasem mówiąc, łatwo było obliczyć, że zarząd Bemowa (podobno z inicjatywy pań radnych z Platformy Obywatelskiej) wnioskował o rondo Legii w dniu św. Mikołaja lub dzień przed. Może więc chodziło o prezent dla mieszkańców dzielnicy, tylko jakiś zły chochlik w ostatniej chwili zamienił listy do Mikołaja? W efekcie upamiętniliśmy klub sportowy (zresztą wcale nie jedyny w całym mieście), ale wciąż nie widać końca budowy żłobka na Forcie Bema, dom kultury musi wynajmować pomieszczenia, brakuje wyczekiwanego przez mieszkańców Miejsca Aktywności Lokalnej. No i czym właściwie jest Legia Warszawa dla zarządu naszej dzielnicy, że tak bardzo zależy mu na geście w stosunku do niej?

A odkładając żarty o chochlikach na bok – niepokojąca wydaje się nam narracja, wedle której o nadaniu nazwy rzekomo zdecydowali mieszkańcy. Nie jest to prawda. Nie było w tej sprawie żadnych publicznych konsultacji, żadnych dyskusji, nie było choćby śladu w dzielnicowych mediach czy na stronie www. Nikt nas o to nie zapytał. Dlatego odcinamy się od tej decyzji w imieniu tej grupy mieszkańców, którzy uważają, że burmistrz Bemowa nie jest od kibicowania, a swoje prywatne sympatie sportowe ma obowiązek pozostawić za drzwiami gabinetu.

No i last but not least – opisana sytuacja mówi dużo o priorytetach i horyzontach naszych włodarzy. Najwyraźniej władze dzielnicy chcą brnąć w budowanie tożsamości lokalnej opartej na Legii, czyli na niezbyt szczęśliwie pojmowanej wersji patriotyzmu. Niektórzy kibice tego klubu, delikatnie mówiąc, do aniołków nie należą, a jednak cała dzielnica pełna jest biało – czerwono – zielonych murali, niekiedy z kontrowersyjnymi hasłami czy celtyckimi krzyżami. Czy to jest właśnie estetyka, do której dążymy? Czy fakt, że pewni kibice Legii są postrachem stadionów w całej Europie, nie daje nam do myślenia? Sport jest ważny i cenny – ale czy koniecznie w takim wydaniu?

Jeden komentarz

  • Zwykła Bemowianka

    Nie rozumiem dlaczego szanowny Dziennikarz uważa, że ta nazwa jest tylko dedykowana kibicom „żylety”? To moim zdaniem nadinterpretacja.
    Kibicami są również zwykli kibice piłki nożnej oraz dzieci z klubów sportowych. Dlaczego Legia? Najzwyczajniej w świecie w mojej opinii dlatego, że osiąga najlepsze wyniki i do tego jest klubem warszawskim. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *