Dziki zachód na Zachodzącego Słońca

Zachodzącego Słońca rok 2010

Jeszcze w 2012 roku teren u zbiegu ulicy Żołnierzy Wyklętych i Zachodzącego Słońca był swego rodzaju dzikim parkiem dla okolicznych mieszkańców, przy skrzyżowaniu tej drugiej z Himalajską widniała tabliczka ostrzegająca o zakazie zwałki odpadów, który jednak mało kto zdawał się przestrzegać.

Rok później rozpoczęła się ogromna inwestycja – budowa nowej szkoły podstawowej, która zajęła około połowę tego terenu od strony Żołnierzy Wyklętych. To tu pod budowę dodatkowych miejsc parkingowych i drogi dojazdowej do nich rozebrano niecałe 100 metrów wału ziemnego mimo, że niewiele ponad 100 metrów w stronę ulicy Rodła istnieją już takie same parkingi z wieloma wolnymi miejscami.

To właśnie wtedy rozpoczął się tytułowy „dziki zachód na Zachodzącego Słońca”, przypuszczalnie osoby związane z budową szkoły, dojeżdżając do niej swoimi samochodami osobowymi lub dostawczymi rozpoczęły parkowanie nimi obok jej płotu. Samochód za samochodem rozjeżdżał trawnik, zachęcając do tego innych kierowców.

Zaczęło się niewinnie od kilku samochodów, potem już kilkunastu, teraz gdy szkoła po oddaniu do użytku zaczyna się rozkręcać, widok jest przygnębiający. Jest tam nawet kilkadziesiąt samochodów.

Dziki parking na Zachodzącego Słońca

Tydzień temu organizacja AkcjaMiasto opublikowała wyniki swoich badań o tym, jak najmłodsi wrocławianie docierają do szkoły, jak napisali – ich wyniki okazały się alarmujące.

W klasach 1-3 aż 50% dzieci codziennie jest dowożone samochodem do szkoły. Odsetek tych, którzy autem nie docierają nigdy to zaledwie 7%! Dzieci z klas 4-6 są nieco bardziej samodzielne, choć wciąż w dużej mierze docierają do szkoły samochodem – codziennie 32%, często 12%, od czasu do czasu 25%, nigdy jedynie 14%. Mimo że odległość do szkoły dla 80% dzieci nie przekracza 2 km, tylko 27% dzieci w klasach 1-3 i 42% w klasach 4-6 codziennie chodzi do szkoły pieszo.

Przykład miejsca poruszonego w tym wpisie może sugerować, że na Bemowie jest nie wiele lepiej jeśli nie gorzej. W tym roku w Warszawie odbyła się akcja Rowerowy Maj, gdzie uczniowie części podstawówek mogli rywalizować o nagrody poprzez dojeżdżanie do szkoły rowerem, hulajnogą czy rolkami. Z Bemowa w akcji brały udział 3 szkoły podstawowe, nie było wśród nich jednak tej przy Zachodzącego Słońca – SP357. W przyszłym roku miasto chce poprawić wynik, liczymy więc, że kolejne placówki dołączą do akcji 🙂

To jednak nie wystarczy aby zlikwidować nielegalny proceder, który ma obecnie miejsce na tyłach szkoły. Mimo to, że działka ta należy do skarbu państwa i posiada oznaczenie użytku – przeznaczenie pod zabudowę, liczymy iż po naszym zasygnalizowaniu problemu Zarząd Dzielnicy podejmie niezbędne działania aby zatrzymać proces rozjeżdżania tego miejsca.

Na koniec wszystkim, a szczególnie kierowcom z tytułowego dzikiego zachodu polecamy obejrzenie poniższego wideo:

2 komentarze

  • Joanna

    Proszę o rzetelne zapoznanie się z informacją na temat rejonu tej szkoły oraz rejonu kilku pobliskich szkół z których dzieci uczęszczają do tej szkoły ( a mogły w ramach niepisanej umowy o przyjmowaniu dzieci z mocno obciążonych szkół do niej się dostać). A także z planem komunikacji miejskiej. Planem tras pieszych, grodzonych osiedli itp. A następnie zastanowić się dlaczego tylu rodziców podwozi do szkoły dzieci samochodami.
    A i może zadać pytanie dlaczego przy tej szkole nie ma miejsc „wysadź i jedź”? Jeszcze jedno pytanie, dlaczego jeszcze po pobliskich osiedlach nie jeździ „gimbus”, dla dzieci z Jelonek, Górc, Bernerowa, Grot i Fortu Bema (ponad 3 km)?
    Ja też bym wolała, by było bardziej cywilizowanie i zielono. I też uważam, że lepiej pieszo lub rowerem. I tak się staram. Za to znając druga stronę medalu. Prosiłabym o bardziej dogłębną analizę problemu.

  • Paulina

    Częściowo się zgadzam. Szkoła powstała w niefortunnym miejscu bo praktycznie na peryferiach, pod płotem lotniska, a nie w centrum osiedla, jak powinny być lokalizowane podstawówki i tak się jeszcze w latach 80. projektowało. Do takiej szkoły każde dziecko powinno móc bezpiecznie dojść piechotą. A szkołę postawiono tak, że najdogodniejsze dojście jest z kilkunastu domków szeregowych i z garaży (!) na Himalaskiej. Do tego postawiono ogromnego molocha, do którego upchnięto dzieci z dość dużego rejonu (bo wiadomo – miejsc brakuje). To jest w ogóle ogromna bolączka Bemowa, że brak tu sensownego planowania przestrzennego i myślenia perpektywicznego, co moim zdaniem ten artykuł też pośrednio punktuje.

    Tylko czy jest to wystarczający argument by usprawiedliwiać to, że wiele osób korzysta z rozwiązania najwygodniejszego dla siebie, a niestety uciążliwego dla ogółu? I rozjeżdża zieleń? W dyskusjach o szkole na Zachodzącego Słońca i sytuacji parkingowo-drogowej w okolicy często słyszałam argumenty o bezpieczeństwie. Że dzieci są podwożone do szkoły samochodem bo tak bezpieczniej. Tylko że właśnie gros ruchu samochodowego generują rodzice wożący dzieci do i ze szkoły (w okolicy nie ma biur, sklepów i innych punktów, które by taki ruch generowały), więc to oni są także źródłem zagrożenia. Pozornie rozwiązując problem, sami go stwarzają. Po drugie, jeśli już konieczne jest dowożenie części dzieci z bardziej odległych terenów to punkt „kiss and ride” byłby super rozwiązaniem. Dlaczego więc rodzice nie zorganizują się wokół takiego postulatu, a zamiast tego, złożyli w ostatniej edycji budżetu partycypacyjnego projekt powiększenia parkingu kosztem trawiastego wału ziemnego odgradzającego boiska od ulicy? Jeśli potrzebny jest szkolny bus, może też dałoby się wspólnymi siłami coś takiego wywalczyć (chyba że takie próby były już podejmowane i się nie powiodły, ale o tym nie słyszałam)? Wreszcie kwestia grodzonych osiedli – też nad tym ubolewam bo i mnie utrudnia to poruszanie się po osiedlu. Nie rozumiem zwłaszcza grodzenia starych bloków, tych zbudowanych na planie koła, w których przewidziano nawet specjalne tuneliki, które miały ułatwić przechodzenie na skróty. Ale w tych blokach chyba też mieszkają dzieci, które chodzą do tej szkoły? Może dałoby się jednak jakoś dogadać z ich rodzicami, żeby dzieciaki się nawzajem wpuszczały? Ludzie, rozmawiajcie ze sobą! I patrzcie trochę dalej niż na czubek własnego nosa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *